Premiera spektaklu pt. Boży Lew | Urząd Miejski w Świebodzicach

Dzisiaj jest: r. Imieniny:

MAPA STRONY PRZEJDŹ DO TREŚCI bip
Klawiatura z myszką
E-Urząd
Zdjęcie urzędu
Miasto i Gmina
Zdjęcie z lotu ptaka na tereny inwestycyjne
Inwestycje
Zdjęcie murów
Turystyka

Aktualności

Brak zdjęcia

Premiera spektaklu pt. Boży Lew

Opublikowano: 28-06-2021
W czwartkowy wieczór (24 czerwca) na deskach Teatru Zdrojowego im. Henryka Wieniawskiego w Szczawnie Zdroju mieliśmy okazję obejrzeć niesamowity spektakl.

„Boży Lew” jest dziełem świebodzickiego duetu Mariusza Anniuka i Łukasza Cieloszyka. Autorem tekstu sztuki jest Mariusz, natomiast muzykę do niej stworzył Łukasz. Postanowili oni zmierzyć się z trudną i wymagającą dziedziną dramatu teatralnego i postarali się o nadanie jej należytej formy i wyrazu.
W główną rolę wcielił się znakomity aktor teatralny i filmowy, przedstawiciel sceny Wałbrzyskiego Teatru Dramatycznego im. Szaniawskiego - Michał Kosela.
Warto wspomnieć, że także scenografia, oświetlenie i reżyseria dramatu są dziełem tego duetu oraz Michała Koseli.

W całkowitych ciemnościach słyszymy przejmującą muzykę oraz głos narratora; nawiązuje on do przesyconych tragizmem scen kończących spektakl. Jest retrospekcją, jak gdyby epilog był początkiem przedstawianej sztuki.
W pierwszej scenie przedstawienia widzimy siedzącą przy stole osobę. Wpatrzona w publiczność zagadkowo się do niej uśmiecha. Za chwilę porwie ich i wypłyną razem w teatralny rejs.
"Piękna tawerna… Tylu żeglarzy, tyle osób beztrosko korzysta z uroków mazurskich jezior... " - od tych słów zaczyna się historia, którą z zapartym tchem, gęsią skórką i wzruszeniem będzie śledzić publiczność, wypełniająca salę teatru.
Michał swoją grą wprawiał publiczność w zadziwienie wykorzystaniem rozmaitych form wyrazu, jak na przykład zeskoczeniem ze sceny, wejściem pomiędzy obecnych i wciągnięciem ich w sam środek przedstawienia.
Udowodnił, że nieobca jest mu sztuka teatralnych cudów, odgrywając scenę szlifowania i malowania poszycia ogromnego kutra, tworzącego scenografię świata, który aktor kreował. Wprawiał widzów w podziw takimi detalami jak ten, kiedy niczym wytrawny żeglarz składał linę w sposób zapobiegający jej poplątaniu. Jednak największe pochwały, jakimi publiczność obsypała go po spektaklu, otrzymał za swoje sceniczne przemiany w trakcie widowiska.
Urodzony aktor ukazał cały wachlarz maestrii gry ciałem – kładł się na scenie, przechadzał się po niej, czołgał. Wskazywał tajemnicze postaci, gdzieś w głębi przestrzeni sali teatralnej, przenosząc wzrok ponad głowami publiczności. Nie ulega wątpliwości, ze Kosela swoją grą sam jeden przyciągnął uwagę całej widowni; nawet tej najmłodszej, wychowanej w czasach superszybkich technologii gier online, internetu i filmów w jakości 4K, która teraz patrzyła z podziwem i zachwytem na jego hipnotyzującą kreację.

W pewnej chwili, przy początku spektaklu po raz pierwszy słyszymy przenikliwy i drażniący dźwięk. Powtórzy się on jeszcze kilkukrotnie jako ilustracja męczeństwa, lęku i bólu rozrywającego cierpiącego człowieka. Sam duch Mazur rodzi się w chwili, kiedy Kosela opisując postać, jednocześnie zakłada na siebie symboliczny element kostiumu – stary i sfatygowany sweter. Przemiana ta powstaje na naszych oczach. Oszałamia nas scena, w której nagle z młodego aktora wyłania się zgorzkniały i bardzo cierpiący starzec. Postać mówiąca językiem Mazurów powoli wprowadza wszystkich w spowiedź ducha; Szpuka skazanego na wieczną wędrówkę między niebem a piekłem.
„Brendan wyrwał z czeluści zapomnienia mój pierwszy kuter rybacki. Taaa… kochałem tę łajbę, lecz pewnego dnia przyszło nam się rozstać…” – to tylko niewielki fragment monologu rybaka-ducha, który swoim opowiadaniem wywołuje w nas poczucie tęsknoty, cierpienia, przygnębienia, ale też podziwu. Aktor dokona jeszcze wielu alegorii w tym monodramie. Pojawi się przepowiednia zguby wyartykułowana głosem wprowadzonej jeszcze jednej postaci – strasznej i tajemniczej, ale momentami zabawnie przerysowanej, nieco komediowej, co pozwalało rozluźnić atmosferę i wywołać śmiech u widzów. Aktorskim majstersztykiem jest przeniesienie widza z wygodnych foteli do stworzonego świata iluzji, gdzie publiczność stoi nad brzegiem wody, czuje powiew wiatru i słyszy szum fal, niemal dotykając betonowego pomostu, na którym klęczy cierpiący starzec. Sala jest w zupełnie innej rzeczywistości, kiedy trwa spektakl.
Łukasz podkreślił grę aktora klimatyczną muzyką oraz skomponowaną dla potrzeb spektaklu szantą; elegancką, nowoczesną i z morałem, który jest zaakcentowany w ostatnim akcie sztuki. Wiersz jego autorstwa urasta do rangi kultowego. Jest w nim duża dawka miłości, marzeń i rozpaczliwej tęsknoty. Ta liryka poruszyła już serca wielu słuchaczy.
Mariusz swoim tekstem przedstawia skomplikowaną relację przyjaźni, miłości i braterstwa, śmierci i nadziei. Dopasował formułę narracji do wymogów języka teatru, gdzie cała moc przekazu ujawnia się w momencie odgrywania go przez aktora na scenie. Tajemnicę „Bożego Lwa” ukrył w ostatnim, dramatycznie przeraźliwym krzyku starego rybaka, po którym aktor na moment zawiesza grę, jednakże nie kończy przedstawienia… Podczas finału narrator w swoich ostatnich słowach przekazuje nam wiarę, że każdy z nas może wydostać się z piekła wszystkich żywiołów i dotrzeć do bezpiecznego portu.

Twórcy planują pokazywać spektakl w naszym regionie oraz kraju. Wierzymy, że dotrą do szerokiej publiczności.


Gratulujemy i dziękujemy za wspaniały spektakl, który wzbudził zachwyt, deszcze oraz wzruszenie.



Autor: Wydział PK / Composingart

Liczba wyświetleń: 267

Powrót